Wypadałoby napisać coś o wyprawie do Krakowa ;-) Bardzo się cieszę, że zdecydowałam się pojechać. Zacznijmy od tego, że pociąg Intercity miał półtorej godziny opóźnienia. Lokomotywa się zepsuła. PKP mnie ostatnio nie kocha... Tak jakby kiedykolwiek kochało ;-P
Pierwsze wrażenia: Długa jest o wiele bliżej dworca, niż mi się zdawało. To dobry znak ze strony mojego zdrowia. Hostel jest przyjemny, muszę sobie go zapamiętać ;-) Fajne miejsce, blisko starówki, stary budynek... ^^ Taki widok z okna miałam:

A w środku tak wyglądało ;-)

Jak już odżyłam po pociągu i przyszło do wychodzenia, nieco się spłoszyłam, bo Ald zaczęła dawać mi instrukcje, jak dojechać na Błonia tramwajem, a ja zawsze się poruszałam po Krakowie piechotą i komunikacją nie umiałam ;-) Jednakowoż krukoństwo i dobra orientacja w terenie zrobiły swoje i udało mi się doskonale :-) Zostałam powitana na przystanku przez delegację i udałyśmy się do kolejki. Tolkieniści zajęli spory kawałek blisko wejścia, i kawałek ów stał się naszym domem na najbliższe trzy godziny ;-) Bowiem, ku radości (;-P) wszystkich, koncert został przesunięty z 21.30 na 23. Działo się tam wiele, z czego największą uwagę przyciągnęły śpiewy. Spora grupa dokonała przeglądu muzyki rozrywkowej ostatnich kilku dziesięcioleci, czym udało im się zmniejszyć natężenie tłumu wokół. Wcześniej Ninquel aktywnie zajmowała się wyławianiem zagubionych jednostek z tłumu, korzystając z pomocy Shiryu. Wyglądało to
tak ;-)
Widoki:
Widok z kolejki podczas zachodu słońcaWidok na mroczne Błonia ;-)Gdy zaczęli wpuszczać na godzinę przez rozpoczęciem, poczułam się przez chwilę jak w filmie z Woodstock. A dokładniej w tej scenie, w której ogrodzenie runęło. Na szczęście krakowskie ogrodzenie nie runęło, obyło się też bez ofiar w ludziach ;-) Znalazłyśmy sobie z Ven i Cotsille miejsca, po czym ja odkryłam, że nad Krakowem widać gwiazdy ^^ Było pięknie, Wielki wóz nad Błoniami ^^ I Smok, widoczny cały, już dawno nie widziałam takiego ;-) I chyba wtedy mi się zaczęło przypominać, czemu ja Tolkiena lubię ;-) Czasami jestem straszną idealistką i marzycielem ^^ Nie byłabym jednak sobą, gdybym nie zrobiła eksperymentu. I tak oto powstała
Impresja Tolkienowska ;-)
O części artystycznej powiem tyle, że podobało mi się ;-) Był niesamowity klimat i nawet nie przeszkadzało mi tak bardzo, że Dwie wieże to nie jest moja ulubiona część filmu ;-) Nawet to, że było zimno, nie przeszkadzało mi bardzo. Choć za rok planuję wziąć coś cieplejszego do ubrania, może płaszcz elficki? :-)
Uciekłam z widowni przed samą końcówką koncertu, bo reszta zjazdu znikła mi z oczu, a ja uświadomiłam sobie, że nie trafię sama na Długą ;D Ustawiłam sie w strategicznym miejscu przy wyjściu i obserwowałam wychodzące społeczeństwo, dzięki czemu znalazłam zagubiony zjazd i wróciliśmy grupowo.
A oto widok z okna po powrocie. Była czwarta rano ;-)

W niedzielę nastąpiła druga część zjazdu, herbaciana :-) Spotkałam się z Aldą i poszłyśmy do Mangghi, po jakimś czasie dołączyły do nas Marille i jej córka :-) Spędziłyśmy czas bardzo miło. W Mangghdze mają większy wybór herbat, niż kiedyś ^^
Po siedemnastej przeżyłąm druga w życiu przygodę z krakowską komunikacją miejską i pociąg powrotny już nie miał dla mnie niespodzianek... na szczęście :-)
Było fajnie i ja chcę znów ^^
( ~photos~ )